.Rozdział 10
Anastazja *dom*
2 tygodnie później*
Obudziłam się po godzinie 8. Miała sie dziś spotkać z Rafałem,który chciał mi to wszystko wyjaśnić. Razem z Pauliną znalazłyśmy wspaniałe mieszkanie 3 pokoje z kuchnią i łazienką. Musiałam jeszcze tylko pomalować swój pokój i gotowe. Wstała z łóżka i poszłam coś zjeść.W domu był tylko tata bo miał dziś wolne.
-Dzień dobry.
-Hej tatku. Czemu tak szybko wstałeś?
-A jakoś tak wyszło. A Ty czemu nie śpisz?
-Jade zaraz spotkać sie z kimś a później wybierać farbe do pokoju.
- Czemu tak szybko sie wyprowadzasz?
-Bo chce stać sie samodzielna.
-Ale jesteś tego pewna?
-Jak nigdy wcześniej.-Powiedziałam i wyszczeżyłam sie jak najmocniej mogłam
-Wampirek-Powiedział tata i zaczął się śmiać
- Miałeś już tak na mnie nie mówić
-Ale to prawda.
-Wiem-znowu zaczęłam sie szczeżyć
-haha dobra ja ide sobie poleżeć jeszcze
-To idź już. A ja jem śniadanie i sie zbieram
On poszedł a ja zrobiłam sobie płatki i szybko je zjadłam . Poszłam do pokoju zajrzeć do szafy. Wybrałam ubrania i udałam się do łazięki. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam białą zwiewną sukienk. Zrobiłam sobie luźnego dobieranego kłosa i umyłam zęby,lekko się pomalowałam i wyszłam. Weszłam do pokoju po torebke, schowałam do niej portwel, telefon ,leki i pare innych rzeczy i zeszłam na dół.
-Już wychodzisz?
-Tak.Byłam umuwiona na 10.-Mówiłam zakładając buty.-To pa
-Cześć
Kiedy szłam na przystanek autobusowy zadzwonił mi telefon. Był to Rafał więc spokojnie odebrałam
-Hej gotowa?
-Hejka. Właśnie ide na autobus.
- Jak na autobus jak ja po Ciebie jade teraz
-Ale mieliśmy spotkać sie w Tarasach
-Nie chciałem,żebyś szła tyle
-No iść nie będe.
- Czekaj. Haha widze Cie.
-Nie masz sie czego cieszyć bo ja Ciebie też-Powiedziałam i się rozłączyłam.On w tym czasie zdąrzył do mnie podjechać
-Podwieźć gdzieć panią?
- Nie wydurniaj sie
- Nie wydurniam. Ślicznie wyglądasz
-Nie kłam
- Nie kłamie
- Tak już napewno...
-Najpiękniejsza dziewczyna jaką kiedykolwiek widziałem
-Przestań już i jedźmy w końcu.
-Nic sie nie zmieniłaś
-Za to Ty bardzo-Po tych słowach nastała cisza. Żałowałam,że to powiedziałam. Dojechaliśmy na miejsce. On szybko wysiadł z samochodu jak by coś sie stało.Przebiegł pod drzwi pasażera i je otwożył. Zaczeła sie śmiać i wysiadłam.
-Nudzi ci sie?
-Niee.
-Przepraszam za to wcześniej.- On nic nie powiedział tylko pocałował mnie w policzek.
-Pzrzeprosimy przyjęte.-Powiedział i się uśmiechną. Kochalam ten uśmiech, był taki szczery i.. Co ja mówie to nie jest prawda. Ja już go nie Kocham,nie Kocham go. Musze sie ogarnąć i zapomnieć.-Gdzie idziemy najpierw?
-Hmm gdzieś gdzie będe mogła kupić farbę.
-Do czego?
-Do pokoju. Przecież sie przeprowadzam i musze jeszcze tylko pokój pomalować swój.
-A no tak. Wyleciało mi to z głowy.Wiem gdzie możesz ją kupić ale to później.
-No dobrze to gdzie idziemy
- Może do kawiarni?
-Jakoś nie mam ochoty?
-Ok czyli KFC.
-Skąd...?
-Znam Cie tak dłułgo,że wiem o Tobie wszystko.
-To ty idz zamów a ja ide do łazięki na chwile.
- Ok. -On ustał w kolejke a ja poszlam do toalety. Ustałam koło lusterka i spojrzałam sie w swoje odbicie.
-Co ty dziewczyno wyprawiasz? Kogo ty w końcu Kochasz? Jego,z którym byłaś ale zostawił Cię bez słowa ale wrócił czy tego,który ma Cie w dupie i sie w ogule nie odzywa i ma dziewczyne.. Błądziłam tak w myślach niewiedząc co mam zrobić. Kobiety,które wchodziła do łazięki dziwnie sie na mnie patrzały. Stałam w bezróchy patrząc się w swoje odbicie przez jeszcze krótką chwile i wyszłam. Kiedy wracałam do Rafała ktoś wbiegł na mnie i sie razem z nim wywaliłam. Całe te zajście widział Rafik,który odrazu podbiegł do mnie żeby pomudz
-Przepraszam nie wyrobiłem sie.
-Nic nie...-Kurwa,ż eto akurat on musiał być
-Anastazja ja nie..
-Daj sobie spokój i złaż ze mnie.-On wstał in pomógł mi wstać.
-Nastka nic ci nie jest?-Powiedział Rafał
-Nie. Jest ok wszystko.-Powiedziałam a on mnie przytulił. Pocałował w czoło.- Nic mi nie jest.
-Napewno?
-Tak
-Anastazja możemy pogadać?
-Nie mamy o czy gadać
-Prosze. Chce ci to wyjaśnić wszystko
-Wojtek ja nie chce z Toba gadać.-Powiedziałam i przytuliłam się do Rafki złapałam go za ręke i ścisnełam jego jeden palec. On zrozumiał o co mi chodziło.
-To wy jesteście razem?-nic nie powiedziałam tylko razem odeszliśmy. Kiedy usiedliśmy juz na miejscach Rafał poszedł po zamówienie a ja obejrzałam sie za siebie. Chciałam zobaczyć czy juz sobie poszedł. Na szczęście nie było go nigdzie na horyzącie.
-Co sie tam tak patrzysz?
-Chciałam zobaczyc czy sobie poszedł,nie gadajmy o nim.
-Masz racje. Chodź zjemy w samochodzie.
-Dobry pomysł.-Wstaliśmy i zaczeliśmy kierować sie w strone wyjścia. Rafał próbował złapać mnie za ręke ale ja sie do niego mocno przytuliłam on nic nie powiedział tylko mnie objął, szlismy tak az do samochodu.
-Nastka wsiadamy?
-Czekaj jeszcze chwile-Powiedziałam a on sie uśmiechną
- Brakowało mi tego
-Mi też.Wsiadamy?
-Jasne-Wsiedliśmy do samochodu a Rafała odrazu zaczął rozpakowywać jedzenie.
-Aż tak głody jesteś?
-I to bardzo.
-Ale pamiętasz,że miałeś mi wszystko powiedzieć, wyjaśnić czemu zniknęłeś bez słowa.-Jego mina po moich słowach odrazu spowarzniała.
-Powiem ci wszystko tylko nie tutaj.
- To gdzie i kiedy?
- Później gdzieś pojedziemy.
-No dobrze.-Wiedziałam,że nie mam sie czego obawiać więc sie zgodziła. Jedliśmy i śmialiśmy się,było jak kiedyś.
-Idziemy po farbe?
-A tak idziemy wyleciał mi to z głowy całkiem.Wysiedliśmy z samochodu. Zaczełam sie kierować spowrotem w strone Tarasów,myslałam,że Rafał idzie za mną ale on stał oparty o samochód i sie śmiał. Zatrzymałam sie i odwróciłam się na pięcie tak żeby stac do niego przodem.
-I z czego ha?
-Ze świata.Nie idziemy do Tarasów.
-To gdzie?
-A zobaczysz.
-No powiec..
-Nie. Zobaczysz
-Ok,ok.
-No jaka grzeczna. -Ja tylko przewróciłam oczami i pociągneła go za ręke żeby ustał na równe nogi.
-Daleko będziemy szli?
-Tak z 20minut.
-To nie lepiej samochodem?
-Nieee spacerek dobrze nam zrobi.
-Ale kiedy mi sie nie chce iść.
-Daj torebke.
-Po co?
-Oj no daj.-Zrobiłam to co kazał. Założył sobie ja przez ramię.
-Co ty w niej tam masz?
-Różne potrzebne rzeczy
-No ok nie bij-Powiedział z bananem na twarzy.-Dalej ci sie nie chce iść?
-No nie właśnie.
-To wskakuj
-Oszalałeś tak?
-Oczywiście... Że nie
-Przejde sie już.- Rafik podszedł wtedy bliżej.-Co ty kombinujesz??
-A nic. Tylko blirzej podeszłem
-Chodz już. Jak szybciej ją kupimy to nawet dzisiaj pomaluje pokój i jutro juz będe mogła tam zamieszkać.
*Wojtek* *Tarasy.
Nie wiem co mam zrobić, czemu ona nie chce ze mną gadać. Wem,że głupio sie zachowałem ale nie miałem wyjścia. Czemu ona to robi? Eh ona juz kogoś ma. Jestem kretynem straciełm przyjaciela a co najgorsze dziewczyne,na której mi bardzo zależało,zależy. Z Tomkiem pogadam wytómacze mu wszystko ale Anastazja ona juz kogoś ma pewnie go kocha. Tak strasznie chce być na jego miejscu. -Siedziałem i myślałem o tym całym gównie. Postanowiłem pojechać do Tomsona i mu opowiedzieć o wszystkim. Miałem nadzieje,że zrozumie. Wstałem z fotele i wyszłem z Tarasów prosto na parking do swojego samochodu. Kiedy odjerzdzałem zobaczyłem Tego chłopaka z Nastą. On niósł jej torbe. Śmiali sie z czegoś. Nawet mnie nie zauwarzyli jak przepuszczałem ich przez pasy. Prosto pojechałem do Tomka ale drzwi były zamknięte i nikogo nie było domyśliłem się,że jest w stódiu razem z Alkiem. Postanowiłem do mnie zadzwonić.
<rozmowa tel.>
-Hej Tomek. Możemy pogadać
-Cześc. Teraz nie moge jestem w stódio do 20.
-No ok. A jutro masz czas
-Przed południem możemy sie spotkać. Przyjade do Ciebie. Sory nie moge gadać.
-No dobra dzieki. Cześć
-Narka.
Ucieszyłem sie,że zgodził sie ze mną pogadać. Mam nadzieje,że jakoś mu wyjaśnie ta całą sytuację. Od dom Lacha pojechałem prosto do siebie nie chciałem z nikim sie spotykać ani z nikim gadać. Włączyłem tv i ogladałem do momętu aż zasnąłem.
Anastazja
Doszliśmy do małego sklepu z różnymi przedmiotami do
malowania i chemią.
-To jakiej farby szukasz?
-szczerze mówiąc to nie wiem sama
-To może różowy?
-To jest łososiowy
-Jeden gwizdek
-Jak dla kogo
-Dla mnie tak.
- Może fioletowy?
- Niee
-Mam-Powiedzieliśmy równicześnie i zaczliśmy sie śmiać
-Co masz?-Zapytałam.
-Taki siwy. A ty co masz?
-Jasny fiolet .
-Może weź walnij dwie ściany na siwy a dwie na różowo
-Dobr pomysł ale nie. Patrz na ten kolor.-pokazałam mu pusze z farba
-Jaki to jest?
-Karaibski błękit
-Jest idealny.
-Też tak myśle dlatego ci go pokazałam
- To kupujemy?
-Kupuje - Po zakupie wyszliśmy ze sklepu i szliśmy do samochodu.-Czemu nie jechaliśmy samochodem teraz mamy taki kawał iść z farbą...
-Chodz przez skruty.
- Ok. -Po 8 minutach byliśmy pod samochodem.Odrazu wsiedliśmy i pojechaliśmy do mojego mieszkania. Po drodze napisałam Paulinie żeby przyjechała z Tomkiem do naszego nowego mieszkania aby pomogli mi malować.
- Ok zrobimi tak. Pojedziemy teraz do Ciebie zaczniemy malować a jak skończymy to pojedziemt w takie jedno miejsce.
- Dobra- Powiedziałam sie z bananem.Kiedy dojechaliśmy do bloku widziałam samochód Tomka to znaczy,że juz są. Wzieliśmy wszystkie puszki z farbą i weszliśmy do mieszkania.
-Hejka
-O hej.Tomek to jest Rafał.
-hej miło mi Cię poznać. Anastazja możemy na słowo
-Jasne.Poszlismy do pokoju mojej przyjaciółki żeby nasz nie usłyszeli
-O co chodzi.
-Wojtek dzwonił do mnie,że chce sie spotkać.
-No dobrze ale po co mi to mówisz?
- Chciałem,żebyś wiedziała.
-Dobrze ale ja już nie chce o nim słyszeć,gadać nie po tym wszystkim.
-Ja to rozumiem.Ty jesteś z tym chłopakiem?
-Nie jestem z nim.
-Ok doibra chodz do nich.
-Jesteśmy.
-Co sie tam działo.-Zapyatla przyjaciółka z głupią miną patrząc sie na Tomka
-Nic takiego
-Napewno?
-Ty sie o to nie bój.
- Dobra ludzie bierzemy sie za malowanie bo sie nie wyrobimy dzisiaj a jeszcze musze z Pauliną do stódia jechać.
- To ja z Rafką biorę te dwie sciany a wy tamte.
-Zgoda.- Przy malowaniu dużo zartowaliśmy i wygłupialiśmy.Było widać,że Tomek polubił Rafała.
-Ej Rafik zobacz
-co.
-No popatrz na nich.
-Oni są razem?
-No ne chyba. Nic mi nie mówili.
-To może lerpiej im nie przeszkadzajmy i tak już skończyliśmy swoja część.
- Masz racje. Chodź do łazięki obmyjemy sie troche. I bez skojażeń zboczuchu.
-Ok,ok ale ja nie mam żadnych skojarzeń.-Po cichu wyszliśmy z pokoju, nawet nas nie zauwarzyli,i piszliśmy do łazięki. Umyliśmy ręce które były całe w farbie.
-Rafał won z kibla
-Co czemu?
-Bo musze sie umyć
-Ale przeciesz Paulina i Tomek..
-Ok odwróć sie. I nawet nie waż się odwracać.
-Dobrze.-szybko zrzuciła z siebie sukienkę i jeszcze szybciej się umyłam.
-Moge juz
-Czekaj ubrać sie musze
-A Ty pamiętasz jak kiedyś
-Nawet nie zaczynaj-Szybko dokończyłam się ubierać.
- Teraz Ty
-Ok. Odwróć się i nie podglądaj
-Nawet nie miałam takiego zamiaru-Po 10 minutach oboje po cichu wyszliśmy z łazięki i kierowaliśmy sie w strone.
-Ej gdzie moja torba
- A nie masz jej przy sobie?
-A widzisz ja tu gdzieś?
- Ok dobra czekaj... Oooo
-Co?
-Jest
-Gdzie?
-No na krześle. -Wzięłam torebke i wyszliśmy z bloku.
-To gdzie teraz jedziemy.-Zapytałam sie siedząc już w samochodzie.
-Daleko.
-To naprawde wiele tłumaczy
- Oj no zobaczysz.-Po kilkunastu minutach byliśmy przed jakimś małym parkiem z ławkami i małym mostem. Nie było w nim zbyt dużo ludzi, jakiś starszy pan z psem i dwie stare kobiety siedzące na jednej z ławek.
- Czemu tutaj
-Nie pamiętasz?
-A powinnam.-Ten bez żadnego słowa poszedł przed siebie. - Jaka ze mnie kretynka..- Powiedziałam sama do siebie i poszłam za nim na mały mostek. Usiadłam obok niego.
-Naprawde nie pamiętasz?
-Przepraszam... Ale ja, nie..
-To tu pierwszy raz...
-Całowaliśmy sie. Zmieniło sie tu.
-No troche.
-Ale kiedy tam..- Wstałam i podeszłam do drzewa.Krążąc wokół.
-Mam
-Ale co? No tak ,,Love Forever,,-Powiedział i się uśmiechną
-Czemu mnie zostawiłeś?-Zapytałam sie,mając nadzieje,że to nie będzie nic w stylu poznałem kogos ale nam nie wyszło...
-Jaa... Ja mia.. Byłem chory
-Co? Żartujesz sobie?
- Nie.Musiałem wyjechać poukładać to sobie..
- Ty sobie naprawde żartujesz!
-Nie Anastazja ja mu...
-To nie jest żadne wytłumaczenie!! Znikasz z dnia na dzień nic nie mówiąć, nie odzywają sie a teraz wracasz i mówisz,że..
-Anastazja posłuchaj ja...
-Nie to ty posłuchaj.
-Miałem raka
-Co??
-To co słyszałać. Nie mogłem zostać.-Kiedy to powiedział zsunęłam sie w dół po korze drzewa.
-Zrozum musiałem wyjechać
-Zawieź mnie do domu.
-Ale...
-Prosze- Piwiedziałam przez łzy. Przez reszte drodi nie odzywaliśmy sie. Dopiero pod domem...
-Spotkamy sie jutro?
- Musze to sobie poukładać
-Rozumiem. To dobranoc.
-Pa
Przez reszte dnia nie wychodziłam z pokoju, chciałam to sobie wszystko poukładać ale nie mogłam. W końcu po ciężkim dniu zasnęłam...
# Ok mamy kolejny. Mówcie czy jest ok czy sie podoba.