Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 9 sierpnia 2015


Rozdział 6 


Wojtek

Kiedy dojechałem nie wiedziałem co się dzieję.Tłum ludzi zebrał się przed wejściem do Tarasów. Podeszlem żeby zobaczyć co się stało a przy okazji sprawdzić czy gdzieś tam jest moja przyjaciółka.
-Co sie stało-Zapytałem bo nic nie widziałem.
-Jakaś świruska podeszła do jakiejś dziewczyny i uderzyła ją dość spotrym kamieniem.
-Ale jak,czekaj kamieniem? Anastazja!!!-Zobaczyłem ją kiedy ludzie,którzy mi ja zasłaniali zaczeli sie rozchodzić
-Znasz ją?
-Tak znam! Musze tam podejść-Powiedziałem i zaczęłem się przepychać.
-Prosze się odsunąć.
-Nie ja ją znam. Nazywa się Anastazja a to są leki,które powinna wziąść bo ma chore nerki.
-Dobrze pan pojedzie z nami do szpitala.-Powiedział ratownik,który razem z kolegą wkładali Nastke na noszach do karetki.

 *W karetce*

-Ej Paweł niezła jest.
-Zamknij sie idioto i podaj mi bandarz. I zastanów sie co gadasz.
-No co może nie prawda
-Zamknij ryja. To moja dziewczyna
-No to ci sie trafiło.A jak by co to...
-Nie no nie wytrzymam.
-Uspokójcie sie bo was wyrzuce z karetki i biec będziecie.
-Słyszałeś co on gadał. Sam się prosi.
-Ej spokojnie, nie możesz go teraz pobić bo jest na starzu i pod moja opieką jak wyjdzie dzisiaj z roboty to rób z nim co chcesz bo się mu należy a pozatym mam go już dość. A tak pozatym to Paweł jestem.-Powiedział starszy ratownik.
-Wojtek. Co z nią?
-Ma lekkie wstrząśnienie mózgu i siniaka na nodze nic pozatym.
-Nic poważnego?
-Nie jeszcze dzisiaj wyjdzie.
-Hej piękna. Jestem Janek
-Nie no przypierdole mu zaraz.
-Janek won od niej do tyłu sie cofnij.
-Pani Anastazjo, prosze otworzyć oczy.Pani Anastazjo.
-Co sie dzieję?
-Przebudziła się na chwile. Dobra jesteśmy wyciągamy-Powiedział Paweł i razem z tym drugim wyjechali niszami z karetki i podjechali na oddział ratunkowy ja byłem zaraz za nimi.
-Na sale 169 z nią szybko. A pan kim jest?
-Chłopakiem, znaczy jej chłopakiem jestem.
-To niech pan tu zostanie
Zrobiłem tak jak kazał lekarz i zostałem na korytarzu. Po 30minutach lekarz wyszedł z sali.
-Co z nią?
-Lekkie wstrząśnienie mózgu i pare siniaków jest przytomna,czekamy tylko na wyniki badań jak wszystko będzie dobrze to za 3 godziny będzie mogła zostać wypisana.
-To dobrze. A czy mogę do niej wejść?
-Jasne. Jeśli by były jakieś pytania to będe w gabinecie na końcu korytarza.
-Dobrze dziękuję.- Powiedziałem i weszłem do sali mojej ,,dziewczyny". Nie leżała na niej sama tylko z jakąś dziewczyną,która spała. Ona sama miała podłączoną kroplówkę. Leżała na boku wpatrzona w ściane.
-Cześć-Nie usłyszałem odpowiedzi.
-Nastka tu ziemia-Powiedziałem stojąc w tym samym miejscu. Przestraszylem się i podeszłem do łóżka
-Nastka!!
-hmm... Co? O Wojtek cześć. Co Ty tu robisz?
-Jezu człowieku musisz tak krzyczeć całą noc nie mogłam spać a kiedy już zasypiam to sie drzesz...-Powiedziała cichym ciężkim głosem dziewczyna obok.
-Przepraszam
-Nic sie nie stało tylko już tak nie krzycz.Prosze Cię.
-Nie no ok i sorki jeszcze raz.
-Ok. -Powiedziała i popatrzyła się na Anastazje.-O kogo ja tu widzę Anastazja.
-Kurna tylko jej tu brakowało.-Powiedziała po cichu ale i tak ją usłyszałem.-Cześć Gośka...Co sie stało,że leżysz?
-Nie tylko ty jesteś chora w rodzinie.
-No dobra. Czemu leżysz?
-Na...
-Dzień dobry Panią i Panu. Jak się Gośka czujesz dzisiaja?
-Eh dobrze całkiem kiedy wyjde.
-Ty sie nie śpiesz z wyjściem bo przez tego twojego robaczka w brzuchu to jeszcze poleżysz długo.
-Zaraz jakiego robaczka. Gocha co ty zrobiłaś?
- Nie ważne.
-Jak nie ważne. Nie rób sobie jaj.Tasiemiec?-Kiedy Nasta to powiedziała to jej kuzynka tylko spóściła głowę a lekarz pokiwał dyskretnie na tak.
-Gośka po co to zrobiłaś.
-Bo jestem gruba i sie ze mnie naśmiewają.
-Nie jesteś gruba.Schudłaś i to dużo przez to,że dużo ćwiczysz. A pamiętarz jak się ze mnie śmieli bo nie umiałam powiedzieć litery ,,R''?
-Tak. Nie dałaś się im
-No właśnie. Nawet teraz zdaża mi się powiedzieć lowelek.-Powiedziała i wszyscy się uśmiechneli.
- Masz racje.-Wtedy się przytuliły i Anastazja wróciła na swoje łóżko.
-A wracając do pani to mamy już wyniki banań i może pani już wychodzić
-Tak szybko
- Też nie przypuszczałem,że tak szybko to potrwa.Tylko jedno ale.
-Tak?
-Musi się panią ktoś zająć.
-Czemu?
-Bo dostaniesz ode mnie recepte na leki,które będziesz musiała brać z rana i będziesz troche... Jak by to powiedzieć...
-Zamulona?
-No tak mniej więcej.No to z mojej strony to wszystko. A zapomniał bym za tydzień do kontroli.
-Ale przecież mam jeszcze szkołe? Z rana...
-Ale oceny już są wystawione.Wiem bo moja córka chodzi do szkoły.
-No ok. Ale zwolnienie lekarskie i tak by sie przydało.
-Będzie razem z wypisem. To ide po do jutro mnie tu zatrzymacie. A Ty Gocha leżysz i odpoczywasz.
-Ta wiem
Lekaż poszedł po wypis a ja patrzyłem sie na Nastke jak w obrazek,nie moglem oderwać od niej wzroku.Stałem tak i się patrzłem dopuki nie przyszedł lekarz
-Oto wypis,recepta i zwolnienie lekarskie. Za tydzień do kontroli. I to wszystko już was nie trzymam. Zdrowia życzę. Dowidzenia.
-Dowidzenie.-Powiedzieliśmy churem i już mieliśmy wychodzić ale moja przyjaciółka cofnęła się.
-Gocha śpisz?
-Nie
-To dozobaczenie. Jak chcesz to wpadne tu masz mój numer na wszelki wypadek.
-Ok to czekam na Ciebie a teraz ide spać.
-To dobranoc
-No pa.
-Dobranoc-Powiedziałem i się do mniej uśmiechnęłem.
Po chwili już byliśmy pod szpitalem.
-Em będziemy musieli się przejść do Tarasów na parking bo tam mam samochód.-I znowu nic nie odpowiedziała.-Anastazja co z tobą. Słyszysz?
-Co?
-Słyszałaś co powiedziałem?
-No mówiłeś o samochodzie
-Tak ale czekaj,czekaj.-Zauważyłem słuchawke w jej uchu- Cały czas słuchałaś muzyki?
-Yhm musiałam się troche rozluźnić i tak jakoś...
-A czego słuchasz-Powiedzialem i wzięłem jedną słuchawke.
-Słucham raz na rozluźnienie.No co lubie tą piosenkę
-Przyznaj,że lubisz jak śpiewam.
-Emm...
-O ty wredziocho to do domu na piechotkę wracasz
-Lubię tą piosenkę.
-A czemu akurat tą?
- Bo kiedy mam doła i jej słucham to bardziej sie dobijam
-Ale czemu ona nie jest na złapanie doła to jest właśnie zupełne jej przeciwieństwo...
-Ale kiedy tak jej słucham i pomyśle o niej to wiem,że jestem całkiem sama.
-Nie jesteś sama masz...M...Mame,tate, rodzeństwo,Pauline.
-No tak ale nie mam nikogo komu będe mogła powiedzieć o wszystkim i kto nie będzie sie z tego nabijać.-Powiedziala i się do mnie przytuliła.
-Bardo lubisz się przytulać.
-Nom. Na twoje nieszczęście bo jesteś obok.-Powiedziala i sie uśmiechnęla.Szliśmy i rozmawialiśmy zanim się obejrzałem byłem już oboj mojego samochodu.
-To co najpierw do apteki a później do szkoły.
-Szkoły?-Dziś niedziela.
-A to do szkoły jutro.
- Tak ale jutro pójde sama.
-Nie ma takiej możliwości przyjade do Ciebie i pojedziemy razem
-Dam rade sama.
-Wiem ale ja chce zobaczyć szkołe od środka bo dawno nie widziałem. Wsiadaj już i nie gadaj.-Oboje wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmh w strone apteki.Nastka poszła po leki a ja poczekałem. Po chwili już była.
-Aż tyle?
-No co ja poradze to co na recepcie było to kupiłam-Kiedy to powiedziała wypadł jej parago,który wylądował przy moich stopach więc go podniosłem.
-238zł za trzy opakowania po 30 tabletek. Oni chyba sobie jaja robią.
-Przestań.-Powiedziała i wyrwala mi paragon z rąk
-Przepraszam, ale to chore,że tyle pieniędzy zapłaciłaś
-Musiałam.Nic na to nie poradze. Możemy już jechać.
-No dobrze. Możemy pojechać do jakiegoś marketu bo mam lodówke pustą.
-Ok.
W samochodzie nastała cisza. Nastka chciała już wsadzać słuchawki do uszu ale zdążyłem temu zapobiec
-Zostaniesz dzisiaj u mnie na obiedzie?
-Nie wiem
-Prosze
-A kto gotuje?
-Ja
-No to zostane
-To super.-Po chwili dojechaliśmy do Marketu. Wziełem duży koszyk i zaczeliśmy wspólne zakupy.
-Wojtek
-Tak Kochanie?
-Co?
-W katerce powiedzialem,że jestem twoim chłopakiem żeby mi cokolwiek powiedzieli.
-Aaaa.  To pomysłowy jesteś.
-To co chciałaś?
-Chciałam się zapytać co mój chłopak będzie robił na obiadek?
- A pizze zrobię
-umiesz?
-No jasne.
-No to muszę to zobaszyć.
-Jakie wino. Czerwone czy białe?
-Czerwone.
-A i jeszcze popcorn.
-Szykuje się jakiś seans filmowy?
-A może i tak.
-Łozowski co ty kombinujesz?
-Ja nic.
-Coś nie wierzę
-To uwierz Kotku.
-Dobra już nie jesteśmy w szpitalu.
-No i co. Ale gdyby coś teraz się stało to ludzie by potwierdzili.
-Oj przestań już
-No dobrze na jakiś czas mogę przestać.
Kiedy tak gadaliśmy dojechaliśmy do kasy. Zapłaciłem i oboje wyszliśmy z marketu zbliżając się do samochodu.
 Schowaliśmy zakupy i pojechaliśmy do mnie.
-Chcesz coś do picia?
- Nie
-yhm...
-Przecież mówiłam,że nie chcę nic do picia
- Zobacz,która godzina...
-No tak już biore...
-Grzeczna dziewczynka.
-Z której strony?
-A co nie jesteś grzeczna?
-Może i jestem może i nie.
-Nie wierze
-Nie musisz
-Ale chce-Powiedziałem i powoli podchodziłem do blatu na którym siedziała.Ta owineła ręce wokół mojej szyji a ja ją przybliżyłem do siebie. Powoli zaczeliśmy zbliżać swoje twarze aż w końcu się to stało.Zaczeliśmy się całować. Atmosfera stawała się coraz bardziej napięta. Ściągnęłem ją z blatu i usiadłem na  krześle nadal sie całując i sadzają ją sobie na kolanach. Przybliżyłem ją do siebie bardziej a ta otarła sie o moje krocze. Oderwała sie ode mnie i spojżała w dół.
-Ktoś się obudził...-I spojżała na mnie
-On już długo nie śpi...
-Wojtek?
-Tak?
-Co z tym obiadem?
-Jest w piekarniku?
-Już-Powiedziała zdziwiona i zeszła mi z kolan. Podeszła do piekarnika i zrobiła głupią mine...-Yyy jak?
-Mam swoje sposoby.
-Ja też i stwierdzam iż kupiłeś ją zamrożoną
-Skąd...
-Opakowanie... Nie trafiłeś do kosza...
-Chodź do mnie.
-A po co?
-No chce zobaczyć tą niegrzeczną dziewczynke...-Powiedziałem a ona zaczełe powoli podchodzić i usiadła mi na kolanach. Zbliżyła swoją twarz do mojej i sie uśmiechnęła.Zaczeliśmy się całować ona się oderwała
-Ile chcez kawałków?-Powiedziała i zeszła z kolam ustała przedemną  i się uśmiechnęła.
-Ach nie ładnie tak...Co ja teraz zrobie?.
- Wymyślisz coś. Nie wiem jak ty ale ja jestem głodna
-No ja też bym już coś zjadł. Wyciągnij talerze a ja zrobię reszte.-Oboje zjedliśmy i usiedlismy przed TV.
-Ja już będe szła do domu.
-Zostań.
-Nie moge. Musze już iść.
-To ja Cię odwiozę.
-Nie musisz
-Nie to dobrze bo już myślałem,że będe musiał się gdzieś ruszać
-No na szczęście nie musisz. No to pa do jutra.
-Czekaj żartowałem odwioze Cię. Nie będziesz sama szła zaraz się ściemni.
- No ok.
-Wyszlismy z domu i poszliśmy do samochodu. Po 15 minutach byliśmy na miejscu.
-No to...
-No tyo do jutra pa. Dziękinza podwózkę-Powiedziała i pocałowała w policzek.Szybko wyskoczyła  z samochodu nie dając odpowiedzieć . Kiedy była przy dzwiach pomachała mi i weszła do domu a ja odjechałem. Kiedy juz wróciłem do domu i usiadłem w salonie zobaczyłam,że zostawiła bluze na kanapie. -Jutro jej oddam. -Pomyślałem i poszłe do łazięki wziąść prysznic. Kiedy skończyłem odrazu poszedłem do sypialni i położyłem się spać.


# No i mamy już kolejny rozdział. Mam nadzieję,że się podoba. Trochę to trwała ale mam małe kłopoty ze zdrowiem i leżałam w szpitaly bez internetu więc też prosze o wyrozumiałość. Kolejmy rozdział postaram się dodać jak najszybciej. Pozdrawiam ;) :*

3 komentarze: