Łączna liczba wyświetleń

piątek, 24 lipca 2015

Rozdział 3
 Anastazja *rano*

Wstałam przed godziną 8. Ten Wojtek znowu mi się śnił,on nie wylatuje mi z głowy.Wyszłam po cichu z łóżka żeby wziąść leki.-Kurde skończyły mi sie.-Powiedziałam i westchnęłam ubrałam siwe dresy z krokiem  jasno niebieską bokserkę i na to zapinaną czarną bluze do tego założyłam trampki za kostkę wziełam portfel,telefon i wyszłam. Apteka nie była daleko więc postanowiłam truchtem po niej pójść. Po jakiś 10 minutach byłam na miejscu.
-Dzień dobry-Powiedziałam wchodząc jednocześnie się szczerząc.
-O witam naszą stałą klijętke-Powiedział właściciel apteki a jednocześnie lekarza który wypisywał mi recepty.
-Czy ja wiem czy taka stała...-Powiedziałam stając w kolejce. Czekając tak do kolejki doszedł jakiś mężczyzna. Moją uwagę przykuł jego głos,który dość dobrze znałam ale nie mogłam sobie przypomnieć. Stwierdziłam,że zobaczę kto to dopiero jak będę wychodziła.
-Hej młoda.-Powiedziała  Wiktoria która dopiero się uczyła tych wszystkich nazw leków itp. Ja nie wiem jak ona to zapamiętuje.- Szefuńciu zaraz przyniesie twoją receptę. Oo rajuśku to naprawdę ty?!!
-Ale,że kto?-Wtedy automatycznie się odwróciłam. Nie mogła uwierzyć w to co wtedy zobaczyłam. Stał za mną od samego początku to był
-Aaaa Łozo daj mi autograf!!- Dalej Wiktoria się darła w niebo głosy.
-Nela nie drzyj się tak -Powiedziałam bo już nie mogłam wytrzymać jej pisków.
-Jasne a masz coś do pisania?
-Tak jasne trzymaj .Iiiii nie mogę uwierzyć,że to ty.Dzięki.
-O widzę,że mój drugi stały klijęt też się zjawił-Zaśmiał się mój lekarz.
-Jak to drugi to kto jest pierwszy? -Zapytał się Łozo
-A tu patrz twoja rywalka-Szefuńciu wtedy pokazał mu na mnie palcem.Do tej pory starałam się uniknąć z nim kontaktu wzrokowego.On wtedy się na mnie spojrzał ale stałam do niego tyłem
- Ile płace?-Zapytałam aby uniknąć z nim rozmowy.
-450 złoty.
-Łał-Powiedział Wojtek i zrobił wielkie oczy.
-Eh przez te tabletki niedługo wyniszczysz sobie organizm próbowałem umówić Cię do specjalisty ale  i tak byś musiała czekać  pół roku.
-Już i tak mi pan pomógł. Gdyby nie te leki  to pewnie wąchała bym kwiatki pd spodu.
'-Ajj czy ty zawsze musisz tak głupio gadać?
-Nic nie zrobisz taki klimat.-I zaczeliśmy się śmiać.Wtedy bezmyślnie odwróciłam się w stronę Wojtka.Ten kiedy mnie zobaczył nie wiedział co powiedzieć.
-To ty...Ty...- Zaczął się jąkać
-Młoda bierz tą pierwsza dawkę bo w domu zapomnisz.
-Ok,ok Już łykam.-I wziełam wszystkie trzy naraz do buzi aby połknąć.
-Tak bez wody?
-Nie potrzebuje. To do widzenia i miłego dnia. powiedziałam i wyszłam nie zwracając uwagi na Łoza.

Apteka. Łozo

-Ładna co nie?-Powiedział aptekarz.
-Znam ją ale nie wiem skąd.- Powiedziałem tak bo nie chciałem mówić,że ona śni mi się już od kilku dni.
-Piękna i mądra ale szkoda,że aż taka chora...
-Chora na co?
-Jej nerki powoli przestają pracować leczy się na nie już od dawna.
-Ale to czemu nie wykonają przeszczepu czy coś w tym stylu?
-Nie jest tak łatwo zwłaszcza teraz kiedy przestała jeździć na dializy bo w bankach krwi nie ma jej grupy. Przez to jest jeszcze gorzej.
-A jaką ma grupę krwi?
-0
- Naprawdę żadką ale  znak kogoś kto ma taką grupe i kto by jej pomógł.
- Naprawdę?
-Tak. Dobra ja już muszę lecieć bo ,am zlot dzisiaj wpadnę jutro i pogadamy na ten temat.
-Ok to powodzenia na koncercie.Narka.
-No dzięki cześć-Powiedziałem i wyszłem z apteki teraz już wiedziałem co mam zrobić żeby ją poznać i  dowiedzieć się czemu mi się śni. Kiedy dojechałem na próbę wszyscy już tam byli więc mogliśmy zacząć.Po 2 godzinach grania rozjechaliśmy się do domów żeby przygotować się na zlot.Kiedy już byłem gotowy pojechałem pod umówiony klub jednak byłem przed czasem więc postanowiłem pójść przejść się do parku obok. Chodziłem różnymi ścieżkami aż dotarłem do ławki ze snu jednak była ona pusta,nikt na niej nie siedział,stwierdziłem,że zrobię jeszcze jedno kółko i wtedy pójde już do klubu. Kiedy znowu przeszedłem tą samą trasę spojrzałem na ławkę ponownie. Wtedy ujrzałem coś czego pragnęłem już od dawna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz